A co jeśli Mistrzowie Szambali już są wśród nas… i nawet tego nie widzisz?

Mistrzowie Szambali — ci, którzy nie powinni tu już być

Temat Szambali przewija się od lat. Jedni traktują to jak legendę, inni jak duchową ciekawostkę, jeszcze inni próbują zrobić z tego coś na zasadzie ukrytego miasta gdzieś w Himalajach. Problem w tym, że im dłużej się w to wchodzi, tym bardziej widać, że to nie działa w ten sposób.

Szambala to nie jest miejsce, do którego można dojść. I to jest pierwsza rzecz, którą trzeba sobie poukładać.

W przekazach, które zbierał Nicholas Roerich podczas swoich wypraw, Szambala nie funkcjonuje jako konkretna lokalizacja. To nie jest punkt na mapie, który można odnaleźć. Bardziej przypomina ukryty porządek, coś na poziomie świadomości, do czego można mieć dostęp, ale nie fizycznie.

To zmienia wszystko.


Bo jeśli Szambala nie jest miejscem, to ludzie z nią związani też nie będą wyglądać tak, jak większość sobie wyobraża. Nie ma żadnej grupy, którą można wskazać palcem. Nie ma centrum, do którego można wejść. A jednak coś tam jest — i nie chodzi tylko o ideę.

W ujęciu Alice Bailey temat robi się jeszcze bardziej konkretny. Szambala pojawia się jako realne centrum — nie fizyczne, ale funkcjonujące. Punkt, w którym skupia się coś, co można nazwać wolą wyższego porządku. Nie emocją, nie myślą. Wolą.

I ktoś tę wolę realizuje.

Nie przez systemy, nie przez instytucje, tylko przez ludzi. Tylko że to nie są „zwykli” ludzie. To są jednostki, które przeszły całą drogę rozwoju — nie w sensie książkowym czy warsztatowym, tylko realnym. Osiągnęły moment, w którym nie muszą już wracać do tego świata.

I właśnie tutaj zaczyna się coś naprawdę ciekawego.

Bo w tym punkcie mają wybór. Mogą zakończyć temat i wyjść z tego cyklu, albo zrobić coś odwrotnego — wrócić. Nie dlatego, że coś je zmusza, tylko dlatego, że same tego chcą.


I właśnie o takich ludziach mówi się w kontekście Mistrzów Szambali.

Nie znajdziesz ich w internecie. Nie prowadzą warsztatów, nie budują wokół siebie społeczności, nie potrzebują rozpoznawalności. Ich działanie wygląda zupełnie inaczej. To nie są wielkie gesty ani spektakularne objawienia. Raczej drobne momenty, które z pozoru nie mają znaczenia — spotkanie, które coś zmienia, rozmowa, która zostaje w głowie, decyzja, która nagle ustawia rzeczy inaczej.

I często dopiero po czasie zaczyna się układać, że to nie było takie „zwykłe”.

Oni nie uczą wprost. Nie prowadzą ludzi za rękę i nie mówią „rób tak i tak”. Bardziej działają jak korekta — delikatne przesunięcie kierunku, stabilizacja czegoś, co zaczyna się rozjeżdżać.

Roerich pisał o Szambali w kontekście momentów przełomowych — kiedy świat się zmienia, kiedy coś się kończy i zaczyna coś nowego. I jeśli spojrzeć na to z tej strony, trudno nie zauważyć, że właśnie w takim czasie żyjemy.

Zmienia się sposób myślenia ludzi, zmieniają się wartości, zmienia się to, jak patrzymy na rzeczywistość. I właśnie wtedy — według tych przekazów — pojawiają się tacy ludzie. Nie po to, żeby rządzić światem, ale po to, żeby nie pozwolić mu się całkiem rozpaść.

Jest tylko jeden problem.

Jeśli któregoś spotkasz, nie będziesz miał pojęcia.

Nie dlatego, że się ukrywa. Tylko dlatego, że nie wygląda tak, jak się spodziewasz.



Autor: Tarocista Salomon Hoodoo (Damian Błaszak)





Wszystkie wpisy
Zadaj pytanie on-line