Kiedy obraz nie był jedynie symbolem

Kiedy obraz nie był jedynie symbolem

O czasach, gdy posąg miał stać się miejscem obecności Boga

Dzisiaj, kiedy człowiek stawia na ołtarzu figurę Izydy, Hermesa, Hekate, Anubisa albo któregokolwiek z dawnych Bogów, najczęściej słyszy, że jest to jedynie symbol. Posąg ma przypominać o określonej sile, pomagać w koncentracji, kierować wyobraźnię ku bóstwu albo tworzyć odpowiednią atmosferę podczas rytuału. Sam przedmiot pozostaje jednak martwy, a jego znaczenie zależy przede wszystkim od tego, co człowiek sobie o nim pomyśli.

Nie zawsze rozumiano to w ten sposób.

W dawnych tradycjach świątynnych obraz nie musiał być jedynie przedstawieniem Boga. Mógł zostać przygotowany jako miejsce jego obecności, widzialne ciało niewidzialnej siły, punkt styku pomiędzy światem materialnym i boskim porządkiem. Nie pytano więc wyłącznie: „Co ten posąg przedstawia?”. Pytano raczej: „Co może przez ten posąg przemówić, działać i objawić swoją naturę?”.

Symbol wskazuje na coś, co znajduje się poza nim. Obraz ożywiony miał natomiast uczestniczyć w tym, co przedstawiał.

Posąg jako narodziny nowego ciała

Jednym z najstarszych przykładów takiego myślenia jest egipski rytuał znany jako Otwarcie Ust i Oczu. Był on poświadczony od czasów Starego Państwa aż do okresu rzymskiego. Początkowo dotyczył przede wszystkim posągów, choć później wykonywano go również wobec mumii, trumien oraz innych świętych przedstawień.

Podczas obrzędu odpowiednio przygotowani kapłani dotykali ust i oczu obrazu specjalnymi narzędziami rytualnymi. Nie był to pusty gest teatralny. Celem ceremonii było przywrócenie lub nadanie przedstawieniu zdolności oddychania, widzenia, słyszenia, przyjmowania pokarmu oraz uczestniczenia w składanych ofiarach.

W egipskim rozumieniu rzeźbienie obrazu mogło być porównywane do narodzin. W języku religijnym wykonanie posągu nie oznaczało jedynie wyrzeźbienia przedmiotu. Było „wydaniem go na świat”, natomiast rzeźbiarz mógł być określany jako ten, który sprawia, że obraz żyje. Materia otrzymywała formę, lecz dopiero obrzęd nadawał jej pełną zdolność uczestniczenia w życiu świątyni.

Nie oznaczało to oczywiście, że kamień zaczynał żyć biologicznie, tak jak żyje człowiek albo zwierzę. Chodziło o inny rodzaj życia: o zdolność stania się nośnikiem obecności, odbiorcą ofiary i widzialnym punktem działania niewidzialnej rzeczywistości.

Rytuał Otwarcia Ust nie tworzył więc zwykłej dekoracji religijnej. Tworzył ciało rytualne.

Człowiek jako twórca bogów świątynnych

Jeszcze bardziej niezwykłe wyjaśnienie tej idei odnajdujemy w hermetycznym Asklepiosie. Hermes mówi tam, że tak jak najwyższy Bóg jest twórcą bogów niebiańskich, tak człowiek stał się twórcą bogów obecnych w świątyniach.

Na pierwszy rzut oka zdanie to może brzmieć bluźnierczo albo absurdalnie. Czy człowiek miałby naprawdę tworzyć Boga? Czy wystarczyłoby wyrzeźbić figurę, wypowiedzieć kilka słów i powołać do istnienia nową boską istotę?

Nie o to tutaj chodzi.

Człowiek nie tworzył boskiej zasady z niczego. Nie ustanawiał własną wolą nowego Boga i nie stawał się panem siły, którą przywoływał. Tworzył formę materialną zdolną przyjąć obecność pochodzącą z porządku wyższego. Przygotowywał ziemskie ciało dla rzeczywistości, której sam nie był autorem.

W Asklepiosie pada stwierdzenie, że posągi zostają „ożywione świadomością i napełnione tchnieniem”. Mają przepowiadać przyszłość poprzez wyrocznie, sny i proroków, przynosić choroby albo je leczyć, a także udzielać ludziom pomocy zgodnie ze swoją naturą.

Nie jest to opis obrazu mającego wyłącznie pobudzać wyobraźnię osoby modlącej się przed ołtarzem. Jest to opis przedmiotu, któremu przypisywano rzeczywistą zdolność działania.

W dalszej części hermetycznego dialogu pojawia się jeszcze bardziej bezpośrednie wyjaśnienie. Człowiek, nie mogąc samodzielnie stworzyć duszy, miał przywoływać dusze daimonów lub aniołów i osadzać je w obrazach za pomocą świętych obrzędów. W ten sposób obraz otrzymywał zarówno materialną formę, jak i działającą w nim zasadę duchową.

Ten fragment należy jednak czytać ostrożnie. Sam tekst nie przedstawia każdej takiej praktyki jako automatycznie dobrej i świętej. Obraz mógł posiadać zarówno dobroczynne, jak i niebezpieczne właściwości. Wiele zależało od tego, jaka siła została przywołana, w jakim celu przygotowano przedstawienie i czy człowiek potrafił rozpoznać naturę obecności, z którą nawiązywał kontakt.

Już tutaj dawna tradycja okazuje się znacznie bardziej wymagająca niż współczesne przekonanie, że każdy przedmiot można bezpiecznie „naładować energią”, o ile ma się pozytywną intencję.

Obraz nie był więzieniem dla Boga

Posąg nie miał zamykać Boga w kamieniu. Boska rzeczywistość nie zostawała uwięziona w figurze, tak jak płyn zamknięty w naczyniu. Bóg nie przestawał istnieć w swoim własnym porządku tylko dlatego, że jego obecność została rozpoznana w świątynnym obrazie.

Można to porównać do światła odbijającego się w zwierciadle. Słońce nie schodzi z nieba i nie zostaje zamknięte w tafli lustra. Jego światło może się jednak w niej rzeczywiście pojawić. Jakość odbicia zależy zaś od tego, czy powierzchnia jest czysta, odpowiednio ustawiona i zdolna światło przyjąć.

Podobnie posąg miał być przygotowany w taki sposób, aby stanowił właściwe zwierciadło dla boskiej obecności.

Z tego powodu nie każdy materiał, kształt i sposób wykonania obrazu uznawano za jednakowo odpowiedni. Nie wystarczało, że figurka była estetyczna albo podobała się osobie odprawiającej rytuał. Liczyło się to, z czego została wykonana, jaką formę otrzymała, jakie znaki w niej umieszczono, w jakim czasie ją przygotowano i jakim obrzędom została poddana.

Materia nie była uważana za coś całkowicie martwego i odciętego od ducha. Była najniższym, najbardziej zagęszczonym poziomem kosmosu, lecz nadal pozostawała częścią boskiego porządku. Kamień, metal, roślina, zapach i dźwięk mogły posiadać własne powinowactwa z określonymi siłami.

Człowiek nie miał tych powinowactw dowolnie wymyślać. Miał je odkrywać.

Teurgia nie polegała na rozkazywaniu Bogom

Jamblich, jeden z najważniejszych filozofów teurgii późnego antyku, odrzucał pogląd, według którego Bogowie są poruszani ludzkimi emocjami, pochlebstwami albo mechanicznym wykonaniem rytuału. Boska natura pozostaje niezmienna i nie potrzebuje ludzkich darów. Ofiary, symbole i święte czynności nie służą więc temu, aby przekupić Boga lub zmusić go do działania.

Mają natomiast przygotować człowieka i materialne miejsce obrzędu do uczestniczenia w boskiej rzeczywistości.

To bardzo ważne, ponieważ całkowicie zmienia sposób rozumienia konsekracji obrazu. Kapłan nie ożywiał posągu własną mocą. Nie pompował do niego osobistej energii i nie ogłaszał się stwórcą obecnej w nim siły. Wykonywał działania, które miały odtworzyć lub ujawnić istniejące już związki pomiędzy materią i boskim porządkiem.

Według Jamblicha święte symbole posiadały swoje źródło w samych Bogach. Obrzęd działał nie dlatego, że człowiek mocno czegoś chciał, ale dlatego, że posługiwał się formami pozostającymi w zgodzie z naturą przywoływanej rzeczywistości.

Teurg nie mówił Bogu: „Zejdź, ponieważ ci rozkazuję”. Tworzył warunki, w których obecność mogła zostać przyjęta.

Od przedstawienia do miejsca obecności

Współczesny człowiek przyzwyczaił się do podziału na przedmiot i znaczenie. Posąg jest przedmiotem, natomiast Bóg jest ideą, którą ten przedmiot przedstawia. Pomiędzy jednym i drugim nie musi istnieć żaden rzeczywisty związek.

Dla wielu dawnych tradycji taki podział byłby zbyt prosty.

Obraz mógł pozostawać częścią całego łańcucha prowadzącego od materii, poprzez świat natury, gwiazdy i dusze, aż do rzeczywistości boskiej. Nie był Bogiem w całej jego nieskończoności, ale mógł uczestniczyć w określonym aspekcie jego działania. Nie był jedynie znakiem wskazującym na coś nieobecnego. Mógł być miejscem, w którym obecność stawała się dostępna.

Dlatego świątynnego obrazu nie traktowano jak zwykłej rzeźby. Miał własne miejsce, otrzymywał ofiary, był okrywany, oczyszczany i chroniony. Nie dlatego, że kamień był naiwnie mylony z Bogiem, lecz dlatego, że poprzez odpowiednio przygotowaną formę podtrzymywano więź pomiędzy światem widzialnym i niewidzialnym.

Człowiek stojący przed takim obrazem nie miał jedynie wyobrażać sobie, że znajduje się przed Bogiem. Miał wejść w przestrzeń, w której obecność Boga została rytualnie ustanowiona.

Co utraciła współczesna ezoteryka?

Dzisiejsza ezoteryka bardzo często sprowadza pracę z przedmiotem do jednego słowa: intencja. Człowiek bierze figurkę, kryształ, świecę albo talizman, trzyma go w dłoniach i ogłasza, że od tej chwili będzie on służył określonemu celowi. Nie musi znać natury materiału, historii symbolu, porządku planetarnego ani filozofii stojącej za rytuałem. Wystarczy, że czegoś chce.

Dawny teurg uznałby takie podejście za niepełne.

Intencja może kierować działaniem człowieka, ale nie tworzy całego kosmosu od początku. Nie sprawia automatycznie, że każdy kamień, metal, zapach i znak posiadają te same właściwości. Nie zastępuje oczyszczenia, wiedzy, zgodności symboli ani umiejętności rozróżnienia tego, co rzeczywiście zostało przywołane.

Zapomniana sztuka ożywiania obrazów pokazuje, że dawna magia nie była kultem ludzkiej zachcianki. Opierała się na przekonaniu, że człowiek działa wewnątrz większego porządku, którego musi najpierw nauczyć się słuchać.

Nie wystarczało stworzyć posągu podobnego do Boga. Trzeba było przygotować obraz, który będzie zdolny unieść jego obecność.

Obraz jako próg

Posąg świątynny nie był więc jedynie dziełem sztuki, dekoracją ani pomocą dla wyobraźni. Był progiem. Z jednej strony pozostawał materialnym przedmiotem wykonanym z kamienia, drewna lub metalu. Z drugiej miał otwierać się na rzeczywistość, która nie należała już wyłącznie do świata materialnego.

Właśnie dlatego dawne obrazy otaczano rytuałem, tajemnicą i świętą dyscypliną. Nie chodziło tylko o szacunek dla symbolu. Chodziło o odpowiedzialność wobec tego, co mogło zostać przez symbol sprowadzone, odbite albo objawione.

Kiedy obraz nie był jedynie symbolem, człowiek nie stał przed martwym przedmiotem.

Stał przed przygotowanym miejscem spotkania.


Źródła i teksty wykorzystane w artykule

  • Asklepios. Doskonały Dyskurs Hermesa Trismegistosa, szczególnie rozdziały 23, 24 i 37.
  • Jamblich, O misteriach egipskich — rozważania dotyczące symboli, obrzędów i obecności istot wyższych.
  • Egipskie teksty i przedstawienia rytuału Otwarcia Ust i Oczu.
  • Proklos, O sztuce hieratycznej według Greków — nauka o obrazach, symbolach, kadzidłach i boskich powinowactwach.
Wszystkie wpisy
Zadaj pytanie on-line