Spętanie miłosne – dwa rodzaje wiązania. Więź i emocje – część II

Spętanie spętaniu nierówne. Dwa zupełnie różne sposoby magicznego wiązania

Kiedy dzisiaj wpiszemy w wyszukiwarkę hasło „spętanie miłosne”, bardzo szybko zauważymy, że niemal cała branża ezoteryczna posługuje się tym określeniem tak, jak gdyby oznaczało ono jedną konkretną praktykę. Spętanie ma sprawić, że określona osoba wróci, zostanie przy nas, zacznie o nas myśleć, przestanie interesować się innymi ludźmi albo nie będzie potrafiła zakończyć relacji. Wszystko zostaje zamknięte pod jednym wygodnym określeniem. Im dłużej jednak przyglądam się dawnym praktykom magicznym i zachowanym źródłom, tym bardziej widzę, że jest to ogromne uproszczenie.

Postanowiłem więc sprawdzić, czy rzeczywiście każde dawne działanie polegające na magicznym związaniu człowieka było jednocześnie działaniem mającym wywołać uczucie. Zacząłem od greckich katadesmoi, później sięgnąłem do grecko-egipskich papirusów magicznych, tekstów dotyczących magii erotycznej oraz opracowań badaczy zajmujących się tym zagadnieniem. I właśnie tutaj pojawia się bardzo interesująca różnica, która moim zdaniem pozwala znacznie lepiej zrozumieć również to, co współcześnie nazywamy spętaniem miłosnym.

Nie będę twierdził, że starożytni autorzy stworzyli podręcznik, w którym zapisali: „istnieją dwa rodzaje spętania”. Takiego źródła nie mamy. Jeżeli jednak porównamy zachowane praktyki, możemy zauważyć dwa bardzo różne mechanizmy. Pierwszy polega przede wszystkim na związaniu człowieka, jego działania, drogi albo możliwości odejścia. Drugi idzie znacznie dalej, ponieważ oprócz samej więzi pojawia się w nim próba wzbudzenia i ukierunkowania emocji, pragnienia, tęsknoty lub pożądania.

Najpierw trzeba zrozumieć, czym właściwie było magiczne wiązanie

Greckie słowo katadesmos związane jest z praktykami, które najczęściej tłumaczymy jako magię wiążącą albo klątwy wiążące. Nie była to jednak pierwotnie wyłącznie magia miłosna. Zachowały się teksty mające ograniczać przeciwników, konkurentów, osoby występujące w procesach sądowych, sportowców, woźniców czy ludzi stanowiących dla wykonującego rytuał określone zagrożenie. Chodziło o związanie ich możliwości działania, mowy, powodzenia albo zdolności skutecznego przeciwstawienia się osobie wykonującej praktykę.

To niezwykle ważne, ponieważ już tutaj widzimy podstawową zasadę: można było magicznie kogoś związać, nie mając najmniejszego zamiaru wzbudzać w tej osobie miłości. Samo wiązanie stanowiło oddzielną technologię magiczną. Człowiek miał zostać ograniczony, zatrzymany, skrępowany albo podporządkowany określonej sytuacji.

Zachowały się również fizyczne przedstawienia takich działań. Jednym z ciekawszych przykładów jest figurka znaleziona na Paros, datowana na początek IV wieku przed naszą erą. Jej ręce zostały związane za plecami, szyję skrępowano, a ciało przebito żelaznymi elementami. Nie mamy tutaj romantycznego rytuału przy świecach. Mamy niezwykle dosłowną symbolikę: to, co wykonuje się na reprezentacji człowieka, ma określać jego położenie w strukturze rytuału.

I właśnie ten mechanizm jest dla mnie punktem wyjścia do pierwszego rodzaju współczesnego spętania.

Spętanie pierwszego rodzaju – człowiek zostaje przywiązany, ale uczucie nie musi się pojawić

Jeżeli przeniesiemy dawną logikę wiązania na grunt relacji, otrzymujemy praktykę, której podstawowym celem nie jest stworzenie miłości, lecz ustanowienie więzi. Człowiek ma zostać przy drugiej osobie, ma mieć trudność z zerwaniem relacji, może do niej powracać, utrzymywać kontakt albo pozostawać w pewnego rodzaju zależności. Symbolicznie związana zostaje jego droga.

I tu pojawia się rzecz, o której moim zdaniem mówi się zdecydowanie za mało. Sam fakt, że ktoś pozostaje przy drugiej osobie, nie oznacza jeszcze, że ją kocha. Można być z kimś związanym na wiele różnych sposobów. Można nie potrafić odejść, wracać mimo kolejnych konfliktów, odczuwać silne przywiązanie do sytuacji, a jednocześnie nie doświadczać tego, co normalnie nazwalibyśmy miłością.

Właśnie dlatego mam duży problem z częścią współczesnych ofert ezoterycznych. Bardzo często cały rytuał sprowadza się do związania dwóch świec, fotografii albo reprezentacji dwóch osób. Wiąże się je nicią, wypowiada określoną formułę, wykonuje kilka dodatkowych czynności i rytuał zostaje zakończony. Tylko że jeżeli spojrzymy na to od strony symboliki działania, pojawia się bardzo proste pytanie: co właściwie zostało związane?

Jeżeli mamy dwie reprezentacje ludzi i po prostu łączymy je ze sobą, to najbardziej oczywistym komunikatem rytuału jest: „tych dwoje zostaje ze sobą związanych”. Nie ma jednak automatycznie drugiego komunikatu mówiącego: „ta osoba zaczyna kochać”, „ta osoba zaczyna tęsknić”, „ta osoba odczuwa namiętność” albo „ta osoba rozwija emocjonalne przywiązanie”. Więź została ustanowiona, ale jej charakter pozostaje czymś zupełnie innym.

I właśnie taki rodzaj działania nazwałbym spętaniem więzi. Jego istotą jest związanie człowieka z człowiekiem, a niekoniecznie stworzenie pomiędzy nimi określonego stanu emocjonalnego.

Drugi rodzaj spętania wygląda zupełnie inaczej

Sytuacja zaczyna się zmieniać, kiedy zaglądamy do grecko-egipskich tekstów magicznych poświęconych praktykom erotycznym. W Greek Magical Papyri znajdujemy działania, w których samo wiązanie stanowi dopiero część większej konstrukcji. Pojawiają się figurki, tabliczki, nici i węzły, ale jednocześnie tekst rytuału bardzo dokładnie określa stan, jaki ma zostać wzbudzony w osobie będącej jego celem.

Nie chodzi już wyłącznie o to, aby człowiek pozostał związany. Ma myśleć o konkretnej osobie, odczuwać niepokój wynikający z jej nieobecności, pragnąć spotkania, tęsknić, kierować ku niej swoje zainteresowanie i pożądanie. To jakościowo zupełnie inny rodzaj działania, ponieważ przedmiotem rytuału przestaje być wyłącznie relacja pomiędzy dwojgiem ludzi. Przedmiotem działania staje się również wnętrze człowieka.

W jednym z najbardziej znanych kompleksów rytualnych zachowanych w PGM IV pojawia się fizyczne wiązanie, wykorzystanie figur i bardzo rozbudowane formuły erotyczne. Rytuał nie zatrzymuje się na poleceniu związania określonej osoby. Tekst opisuje również pragnienie, tęsknotę, przyciąganie i stan psychicznego skierowania ku konkretnemu człowiekowi.

I tu właśnie widzę drugi model spętania. Nie chodzi już o samo „zostań przy mnie”. Znacznie bliższe byłoby określenie: „zostań związany ze mną i jednocześnie skieruj ku mnie swoje uczucie, uwagę, pragnienie i tęsknotę”.

Spętanie afektywne – kiedy pętana jest nie tylko osoba, ale również emocja

Ten drugi rodzaj działania określiłbym jako spętanie afektywne. Używam tego pojęcia celowo, ponieważ afekt pozwala objąć znacznie większy zakres niż samo potoczne słowo „miłość”. W dawnych tekstach spotykamy bowiem pragnienie, erotyczne pobudzenie, tęsknotę, potrzebę obecności drugiej osoby, przywiązanie, niepokój czy nieustanne kierowanie myśli ku wskazanemu człowiekowi.

Tutaj rytuał nie ogranicza się więc do związania dwóch osób. Najpierw zostaje określone to, co właściwie ma między nimi powstać, a dopiero później całość zostaje podporządkowana mechanizmowi więzi. Można powiedzieć, że w takim przypadku pętana jest nie tylko droga człowieka, ale również kierunek jego emocjonalnego ruchu.

Moim zdaniem właśnie tutaj znajduje się podstawowa różnica pomiędzy zwykłym związaniem a pełnym spętaniem miłosnym. Samo fizyczne albo symboliczne połączenie dwóch reprezentacji nie tworzy jeszcze miłości. Dopiero dodanie elementów odnoszących się do emocji, pragnienia, pamięci, tęsknoty czy przywiązania nadaje tej więzi określony charakter.

Starożytna magia miłosna również nie była jednym workiem

Bardzo ciekawie temat ten przedstawia Christopher A. Faraone w pracy Ancient Greek Love Magic. Badacz zwraca uwagę na istotne rozróżnienie pomiędzy praktykami związanymi z eros oraz tymi, które odnosiły się do philia. To pokazuje, że sami starożytni nie traktowali wszystkich działań miłosnych jako jednego i tego samego rodzaju magii.

Eros wiązał się przede wszystkim z gwałtownym pragnieniem, namiętnością i erotycznym przyciąganiem. Philia odnosiła się natomiast bardziej do przywiązania, życzliwości, bliskości i utrzymania emocjonalnej więzi. Już samo to rozróżnienie pokazuje, jak bardzo współczesne określenie „rytuał miłosny” potrafi być nieprecyzyjne.

Pożądanie nie jest przecież tym samym co przywiązanie. Przywiązanie nie jest tym samym co tęsknota. Tęsknota nie jest tym samym co lojalność, a lojalność nie musi oznaczać erotycznej namiętności. Jeżeli więc dawni praktycy tworzyli działania ukierunkowane na konkretne stany, trudno przyjąć, że samo związanie reprezentacji dwóch osób automatycznie oznacza związanie wszystkich tych elementów jednocześnie.

Ciekawy przykład zachował się również w materiale egipskim

Jednym z przykładów, które szczególnie zwróciły moją uwagę, jest demotyczny Papyrus Michigan 1444, datowany na pierwsze wieki naszej ery. Tekst dotyczy kobiety imieniem Taromeway i mężczyzny o imieniu Kephalas. Rytuał ma doprowadzić do tego, aby mężczyzna został skierowany ku kobiecie i poszukiwał jej obecności. Na towarzyszącym tekstowi przedstawieniu widzimy Anubisa strzelającego z łuku do nagiej postaci Kephalasa.

To ponownie pokazuje coś niezwykle istotnego. Celem działania nie jest zwykłe mechaniczne związanie dwóch osób. Rytuał ma wywołać w człowieku określony ruch emocjonalny i psychiczny. Jego uwaga, potrzeba i pragnienie zostają skierowane ku konkretnej osobie.

W tym miejscu trudno już mówić wyłącznie o wiązaniu. Mamy do czynienia z próbą określenia tego, co człowiek ma czuć i do kogo ma kierować swoje emocje.

Dlaczego współczesne spętania często wydają mi się niepełne?

Kiedy porównuję te źródła ze współczesnym rynkiem ezoterycznym, coraz bardziej zwraca moją uwagę pewien paradoks. W wielu ofertach słowo „spętanie” brzmi niezwykle potężnie, ale sam rytuał okazuje się konstrukcyjnie bardzo prosty. Dwie świece zostają połączone nicią, dwie fotografie związane sznurkiem albo dwa przedmioty zostają położone obok siebie i oplecione. Symbol więzi jest czytelny, lecz na tym właściwie wszystko się kończy.

Jeżeli patrzymy na rytuał jako język symboliczny, trudno pominąć fakt, że takie działanie opisuje przede wszystkim relację pomiędzy dwiema osobami. Nie opisuje natomiast dokładnie tego, co ma się wydarzyć w sferze emocjonalnej.

Dlatego samo związanie dwóch reprezentacji może być dla mnie spętaniem, ale niekoniecznie pełnym spętaniem miłosnym. Jeżeli chcemy mówić o działaniu dotyczącym uczucia, musimy również znaleźć miejsce dla samego uczucia. Jeżeli chcemy mówić o tęsknocie, rytuał powinien posiadać element odnoszący się do tęsknoty. Jeżeli ma dotyczyć pragnienia, także ono powinno zostać wpisane w symboliczną strukturę działania.

Starożytne teksty bywają pod tym względem wręcz zaskakująco precyzyjne. Określają nie tylko osobę będącą celem praktyki, ale także oczekiwany stan: brak spokoju, ciągłe myślenie, erotyczne pragnienie, potrzebę spotkania czy zwrócenie emocji ku konkretnemu człowiekowi. Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie te elementy występują w każdym zachowanym rytuale. Pokazuje jednak, że samo „wiązanie” i wywoływanie określonego afektu nie były pojęciami tożsamymi.

Dwa rytuały mogą nazywać się spętaniem, a oznaczać coś zupełnie innego

Wyobraźmy sobie dwa rytuały. W pierwszym tworzymy reprezentacje dwóch osób, ustawiamy je naprzeciw siebie, zbliżamy, oplatamy wspólną nicią i na końcu pieczętujemy całość. Symboliczny komunikat jest prosty i czytelny: dwoje ludzi zostało ze sobą związanych.

W drugim przypadku również tworzymy reprezentacje dwóch osób, ale samo związanie jest dopiero końcem procesu. Wcześniej osobno wykonywane są działania dotyczące myśli, pragnienia, emocjonalnego skierowania ku drugiej osobie oraz faktycznego ruchu prowadzącego do kontaktu. Dopiero później obie reprezentacje zostają związane jako jedna całość.

To wciąż mogą być dwa rytuały określane tym samym słowem „spętanie”, ale ich symboliczna konstrukcja jest zupełnie inna. Pierwszy mówi: „zostajecie związani”. Drugi mówi: „zostajecie związani, a określone emocje i pragnienia zostają włączone do tej więzi”.

I właśnie dlatego, tworząc własny rytuał Katadesmos Vinculum, zdecydowałem się nie ograniczać go do prostego przewiązania dwóch glinianych figur. Poszczególne etapy odnoszą się do myśli, pragnienia, działania, a dopiero później następuje właściwe związanie obu reprezentacji. Nie przedstawiam tego jako rekonstrukcji jednego starożytnego rytuału, ponieważ byłoby to nieuczciwe wobec źródeł. Jest to moja współczesna konstrukcja oparta na mechanizmach, które możemy odnaleźć w dawnych praktykach magicznych.

Czy możemy więc mówić o dwóch rodzajach spętania?

Jeżeli chcemy pozostać rzetelni historycznie, nie powinniśmy pisać, że starożytni oficjalnie wyróżniali dokładnie dwa rodzaje spętania. Materiał źródłowy jest znacznie bardziej złożony. Możemy natomiast powiedzieć, że widoczna jest bardzo istotna różnica pomiędzy samą technologią magicznego wiązania człowieka a rytuałami, które oprócz związania próbowały wzbudzić w nim konkretny stan emocjonalny lub erotyczny.

Na potrzeby współczesnej praktyki taki materiał pozwala więc wyróżnić dwa podstawowe modele. Pierwszym jest spętanie więzi, którego celem jest związanie człowieka z drugim człowiekiem, utrzymanie relacji albo ograniczenie możliwości zerwania ustanowionego połączenia. Drugim jest spętanie afektywne, w którym oprócz samej więzi działanie zostaje skierowane również na myśl, tęsknotę, pragnienie, przywiązanie albo inne emocje.

I właśnie tutaj znajduje się, moim zdaniem, zasadnicza różnica pomiędzy zwykłym związaniem a tym, co rzeczywiście można nazwać pełnym spętaniem miłosnym. Człowieka można przywiązać do drugiego człowieka, ale samo przywiązanie nie jest jeszcze miłością. Można sprawić, że relacja trwa, a jednocześnie nie odpowiadać w żaden sposób na pytanie, co właściwie dzieje się pomiędzy tymi ludźmi na poziomie emocji.

Być może dlatego tak wiele współczesnych historii o spętaniach brzmi paradoksalnie. Ktoś wraca, ktoś nie potrafi odejść, relacja trwa mimo nieustannych konfliktów, a jednak zamiast miłości pojawia się frustracja, zależność albo wzajemne zmęczenie. Oczywiście nie sposób na podstawie takich historii udowodnić działania rytuału, ale z punktu widzenia samej teorii magicznej pokazują one bardzo ciekawy problem: więź i uczucie to nie jest to samo.

Spętanie nie powinno być jednym pustym określeniem

Po przejrzeniu dawnych materiałów coraz bardziej jestem przekonany, że słowo „spętanie” stało się we współczesnej ezoteryce zbyt szerokie. Pod jedną nazwą sprzedaje się praktyki, które pod względem konstrukcji mogą mieć ze sobą bardzo niewiele wspólnego.

Dla mnie najważniejsze pytanie nie brzmi już więc: „czy jest to spętanie?”, lecz: „co dokładnie zostaje w tym rytuale spętane?”. Czy tylko droga jednej osoby ku drugiej? Czy możliwość odejścia? Czy samo przywiązanie? Czy również emocje? Czy pojawia się element tęsknoty, pragnienia i myśli? Czy rytuał próbuje ustanowić jedynie więź, czy także określić jej charakter?

Dopiero po zadaniu tych pytań zaczynamy wychodzić poza współczesne marketingowe hasło i wchodzić w znacznie ciekawszy świat dawnej technologii rytualnej. Starożytne źródła pokazują bowiem, że magia miłosna potrafiła być znacznie bardziej precyzyjna, niż sugeruje większość współczesnych ofert.

I może właśnie to jest najważniejszy wniosek z całego tego poszukiwania: związać człowieka nie oznacza automatycznie związać jego serce. Jeżeli rytuał ma dotyczyć miłości, emocja również musi znaleźć swoje miejsce w jego konstrukcji.

Źródła i literatura

Przy opracowaniu artykułu korzystałem przede wszystkim z The Greek Magical Papyri in Translation pod redakcją Hansa Dietera Betza, w szczególności z materiałów dotyczących erotycznych zaklęć przyciągających i wiążących. Ważnym punktem odniesienia była również książka Christophera A. Faraone’a Ancient Greek Love Magic, w której autor analizuje między innymi różnicę pomiędzy praktykami związanymi z eros oraz philia.

W odniesieniu do materiału egipskiego wykorzystałem opracowania Roberta K. Ritnera i Foya D. Scalfa dotyczące Papyrus Michigan 1444 i zachowanego tam erotycznego zaklęcia związanego z Taromeway oraz Kephalasem. Istotnym przykładem materialnej magii wiążącej są również badania Jessiki L. Lamont dotyczące skrępowanej figurki z Paros.

Bibliografia: Hans Dieter Betz (red.), The Greek Magical Papyri in Translation; Christopher A. Faraone, Ancient Greek Love Magic, Harvard University Press; Robert K. Ritner, Foy D. Scalf, opracowania dotyczące demotycznych zaklęć erotycznych i Papyrus Michigan 1444; Jessica L. Lamont, badania nad greckimi figurami i praktykami magicznego wiązania.

Wszystkie wpisy