Spętanie miłosne nie tworzy miłości. Starożytne źródła o magii, która wiąże, dręczy i niszczy
Spętania miłosne nie są wymysłem współczesnego New Age ani produktem internetowych rytualistów obiecujących powrót partnera w ciągu kilku dni. Tego rodzaju praktyki rzeczywiście istniały w starożytności, a ich ślady odnajdujemy na papirusach, ołowianych tabliczkach klątw, amuletach i w tekstach literackich.
Nie oznacza to jednak, że każdy rytuał działał dokładnie tak, jak oczekiwał wykonujący. Dokumenty potwierdzają przede wszystkim, że ludzie takie działania wykonywali, wierzyli w ich skuteczność i bardzo precyzyjnie określali, co miało stać się z osobą poddaną zaklęciu.
Najważniejszym zbiorem pozostają Papyri Graecae Magicae, czyli grecko-egipskie papirusy magiczne. Zawierają one formuły greckie, demotyczne i koptyjskie, powstające od około II wieku przed naszą erą do V wieku naszej ery. Obok rytuałów ochronnych, uzdrawiających i teurgicznych znajdują się tam zaklęcia erotyczne, przyciągające i wiążące.
Nie każde zaklęcie miłosne było spętaniem
W starożytnej magii greckiej można wyróżnić dwa podstawowe nurty. Pierwszy miał wzbudzać philia — przywiązanie, życzliwość, wierność lub podtrzymanie istniejącej relacji. Drugi wywoływał eros rozumiany nie jako spokojna miłość, lecz gwałtowne erotyczne pochwycenie.
Do tej drugiej grupy należały zaklęcia określane jako agōgē — praktyki mające sprowadzić, przyciągnąć lub wręcz przywlec wybraną osobę do wykonującego. Właśnie one najbardziej przypominają to, co dziś nazywa się spętaniem miłosnym.
Starożytne spętanie nie miało sprawić, aby człowiek pokochał. Miało sprawić, aby nie potrafił odejść.
Miłość czy rytualna przemoc?
Zachowane teksty nie ukrywają przemocowego charakteru takich praktyk. W jednych formułach osoba sprowadzana ma zostać pochwycona za serce, duszę i umysł. W innych moce przywoływane w rytuale mają pozbawić ją snu, spokoju, apetytu i zdolności myślenia o kimkolwiek innym.
Zaklęcia nakazują, aby osoba spętana:
- nie mogła spokojnie zasnąć,
- nie jadła ani nie piła bez myślenia o wykonującym,
- opuściła rodzinę lub dotychczasowego partnera,
- odczuwała nieustanny przymus szukania jednej osoby,
- została związana „szalonym uczuciem”,
- wykonywała wolę zlecającego.
W papirusach pojawiają się nawet formuły wiążące mózg, serce, wnętrzności, ręce i narządy płciowe ofiary. Cierpienie nie było więc przypadkowym skutkiem ubocznym. Bezsenność, obsesja, niepokój, izolacja i utrata samokontroli stanowiły zamierzony mechanizm działania.
Co mogło stać się z osobą spętaną?
W logice rytualnej spętanie nie tworzyło nowej osobowości. Miało raczej zawęzić pole działania człowieka, kierując jego uwagę i pragnienia ku jednej osobie.
Dlatego ktoś poddany takiemu działaniu mógł odczuwać przyciąganie, lecz jednocześnie nie rozumieć jego źródła. Mógł zbliżać się do zlecającego, a równocześnie odczuwać rozdrażnienie, agresję, lęk lub potrzebę ucieczki.
Rytuał nie usuwał charakteru, przemocy, zazdrości, uzależnień ani dawnych konfliktów. Jeżeli człowiek wcześniej był agresywny, manipulujący lub niebezpieczny, jego powrót nie stawał się przez to bezpieczny. Spętanie mogło więc przyciągnąć człowieka, którego obecność okazywała się znacznie bardziej niszcząca niż jego nieobecność.
Co dzieje się ze zlecającym?
Starożytne teksty opisują głównie to, co miało spotkać osobę spętaną. Znacznie rzadziej mówią o późniejszych losach wykonującego. Nie są kronikami relacji, dlatego nie dowiemy się z nich, czy dane małżeństwo przetrwało albo czy ktoś po rytuale był szczęśliwy.
Możemy jednak zobaczyć coś innego: język tych zaklęć pokazuje ogromne skupienie na wybranym człowieku. Formuły żądają natychmiastowego powrotu, pełnego podporządkowania i nieustannej obecności. Nie pozostawiają miejsca na odmowę.
Wtedy zaczyna się spętanie samego zlecającego. Człowiek przestaje żyć własnym życiem, analizuje każdą wiadomość, milczenie uznaje za znak niepowodzenia, a każde przypadkowe spotkanie za dowód działania. Coraz mocniej uzależnia własny spokój od jednej osoby.
W ujęciu mistycznym nie sposób bez końca kierować przymusu ku drugiemu człowiekowi i pozostać całkowicie wolnym od tego samego przymusu. Rytuał staje się wtedy więzią łączącą obie strony — niekoniecznie przez miłość, lecz przez obsesję.
Moje doświadczenia ze spętaniami
Z mojego doświadczenia wynika, że największe spustoszenie bardzo często pojawiało się właśnie u osoby zlecającej. Zamiast oczekiwanego spokoju następowało jeszcze większe skupienie na relacji. Zlecający tracił rozsądek, każdą wiadomość traktował jak znak działania, a każdą ciszę jak powód do wykonania następnego zabiegu.
Widziałem relacje, które mimo chwilowego powrotu partnera ponownie się rozpadały. Samo przyciągnięcie nie usuwało przyczyny wcześniejszego rozstania. Nie zmieniało charakteru ludzi, nie naprawiało zaufania i nie uzdrawiało dawnych konfliktów.
Zdarzały się również sytuacje znacznie poważniejsze. Osoba, która miała zostać przyciągnięta, była agresorem. Zlecająca pragnęła jej powrotu, lecz kiedy do niego dochodziło, ponownie trafiała do relacji pełnej przemocy, lęku i napięcia. W skrajnych przypadkach prowadziło to do silnego rozchwiania, stanów psychotycznych lub utraty kontaktu z rzeczywistością.
To, że ktoś pragnie powrotu konkretnej osoby, nie oznacza jeszcze, że ten powrót będzie dla niego dobry.
Dlaczego spętana relacja często się rozpada?
Spętanie może być ukierunkowane na obecność, pożądanie lub zależność, lecz nie tworzy zgodności charakterów. Nie daje wspólnych wartości, dojrzałości, szacunku ani zdolności do rozmowy. Nie sprawia również, że zdrada, przemoc czy uzależnienie nagle przestają istnieć.
Może pojawić się intensywność, lecz intensywność nie jest jeszcze miłością. Osoba spętana może wrócić i jednocześnie nie rozumieć, dlaczego to zrobiła. Pojawia się napięcie, potrzeba zbliżenia i odpychania, a relacja zaczyna przypominać zamknięte naczynie, w którym stale rośnie ciśnienie.
Zlecający otrzymuje więc człowieka obecnego fizycznie, lecz niekoniecznie obecnego uczuciowo. Kiedy pierwsze przyciąganie słabnie, powracają wszystkie problemy, które istniały wcześniej.
Czy spętania miłosne faktycznie istnieją?
Tak — istnieją jako historycznie poświadczona forma magii. Posiadamy autentyczne papirusy, amulety i tabliczki, których celem było związanie, sprowadzenie i podporządkowanie drugiego człowieka.
Same dokumenty nie są jednak eksperymentalnym dowodem, że każde zaklęcie osiągało zamierzony rezultat. Są świadectwem praktyki, wierzeń i sposobu rozumienia rytualnego przymusu.
Najważniejsza lekcja ze źródeł jest jednak jasna: spętanie od początku nie było rytuałem niewinnej miłości. Jego język mówił o paleniu umysłu, odbieraniu snu, wywoływaniu szaleństwa, izolowaniu od bliskich i zmuszaniu do posłuszeństwa.
Kto właściwie do mnie wróci i co wydarzy się, kiedy nie będzie już potrafił odejść?
Miłość wymaga dobrowolności. Spętanie wymaga podporządkowania. Można próbować związać drogę człowieka, jego uwagę lub pragnienie, lecz nie oznacza to jeszcze, że związało się jego serce.
Niekiedy największą klątwą nie jest to, że rytuał nie zadziałał. Największą klątwą może okazać się to, że zadziałał dokładnie tak, jak został zamówiony.
Źródła
Hans Dieter Betz (red.), The Greek Magical Papyri in Translation.
Christopher A. Faraone, Ancient Greek Love Magic.
Teokryt, Idylla II — Czarodziejka.
John G. Gager, Curse Tablets and Binding Spells from the Ancient World.
Daniel Ogden, Magic, Witchcraft, and Ghosts in the Greek and Roman Worlds.